Silent Hill: Shattered Memories – nowy wymiar strachu.
Przyznam, iż recenzja ta jest dla mnie nieco specyficzna. Po zagraniu w część pierwszą Silent Hill lata temu, odkryłem nowe znaczenie survival horroru (grywałem wcześniej w Resident Evil, jednak nie zaprzedałem nigdy tej serii duszy). Pierwsze Ciche Wzgórze posiadało wszystko, czego miłośnik gatunku oczekiwał – klimat, atmosferę gęstą niczym zawiesina, ciekawą fabułę oraz…strach, który czasem wręcz wpadał w realną grozę. Panowie z Konami postanowili bowiem straszyć gracza w sposób odmienny od „Residentowego” – od czasu do czasu wyskakująca znienacka maszkara i tu się zdarzy, jednak straszył przede wszystkim klimat – gęsta i wszechobecna mgła, trzeszczące radio, mroczna fabuła, brak wyjaśnień na wiele pytań, wydarzenia które nie miały wytłumaczenia (czyli odmiennie niż w Resident Evil, gdzie była zła korporacja i wszystko co wynikłe było ich winą, a wszystko opierało się w realnym świecie biologicznego terroru). Na opisywaną tu grę nakręcałem swoją psychikę od grubo ponad roku – dla tej gry właśnie zrezygnować chciałem ze wspólnych wakacji z drugą połową, a pieniądze z tego celu przeznaczyć specjalnie na kupno PlayStation Portable oraz opisywany tytuł. Nie dalej niż trzy dni temu po powrocie z pracy czekała już na mnie ładnie zapakowana, dostarczona przez kuriera paczuszka, która wywołała uśmiech na mej twarzy. Czytaj dalej









